Stefan był profesjonalistą. Nigdy nie pozostawiał żadnych śladów swoich działań. I w branży nie miał sobie równych. Chociaż regularnie zmieniał numer telefonu i zawsze był to telefon na kartę, nieustająco otrzymywał mnóstwo zleceń. Nie potrafił zrozumieć wciąż słyszanego słowa „bezrobocie”. Był przekonany, że to efekt lenistwa, niczego więcej. Ponieważ jeśli komuś naprawdę zależy, zawsze znajdzie pracę, w której będzie w stanie się wykazać i godziwie przy tym zarobić. „Chcieć to znaczy móc” – był zwolennikiem tej zasady i żywym przykładem człowieka sukcesu. Nie zastanawiał się nad moralnymi aspektami wykonywanej przez siebie pracy, ponieważ uważał, że każda profesja nasuwa wiele wątpliwości i szkoda było mu na to czasu oraz nerwów. Robił co robił i zamierzał robić to dalej.
Magdalena i Krzysztof bez reszty zatracili się w oglądaniu serialu, który opowiadał o niesamowicie trudnych przypadkach medycznych, a które zawsze z powodzeniem rozwiązywane były przez jednego lekarza. Lekarz ten był geniuszem medycyny, jednakże jako człowiek był niesamowicie ciężkim typem. Był złośliwy ponad przeciętną i nikt tak nie potrafił zrażać do siebie ludzi, jak on. Prawdopodobnie wynikało to z jego kompleksów i strachu przed miłością. Magdalena mogła godzinami opowiadać treści odcinków, ale ciężko jej było znaleźć zainteresowane tym audytorium. Na szczęście jej współmałżonek Krzysztof znakomicie ją rozumiał. Przynajmniej to ich łączyło, bo w ostatnim czasie zauważyła brak płaszczyzny porozumienia, nawet w kwestiach dotyczących dzieci.
Jadwiga wcale nie pałała radością z powodu nadchodzącego długiego weekendu. Długi weekend oznaczał wypoczynek, to prawda, ale także to, że nie będzie miała żadnego kontaktu z Albertem. Poza miejscem pracy nie istnieli dla siebie fizycznie, łączyły ich jedynie wspólne myśli. Pewna była, że on o niej myśli, ponieważ sam się do tego przyznał już niejednokrotnie. Podczas oglądania filmu sensacyjnego, innym razem przyrodniczego, czy na wyjeździe z rodziną. Ona nawet nie robiła zestawień momentów, w których pojawiał się w jej myślach, ponieważ łatwiej było chyba wymienić te, w których się nie pojawiał. On nawet w snach jej towarzyszył, choć przyznać musiała, że dawno o nim nie śniła.
Mieczysław był istną skarbnicą wszelakich utworów muzycznych. Niezależnie od rodzaju muzyki i okresu, z którego utwór pochodził – miało się niemalże stuprocentową pewność, że on będzie go posiadał w swoich zbiorach. I oczywiście dysponował wachlarzem różnych wersji poszczególnych kompozycji – wersje radiowe, akustyczne czy zremiksowane. W pewnym okresie swego bardzo ciekawego żywota był osobą prowadzącą imprezy taneczne, tak więc wykonywał ten zawód kierowany pasją. Pasja ta pochłaniała go do dziś i jego przyjaciele mieli szczerą nadzieję, że coś jeszcze z tym zrobi. Mieczysław jednak nie działa pochopnie i ma pewne plany, do których dąży. Działa rzeczowo i schematycznie, by nie zaniedbać żadnego szczegółu, ponieważ powszechnie wiadomo, że „diabeł tkwi w szczegółach”. I pewnego dnia jeszcze zaskoczy wszystkich, tego był pewien on sam, jak i otaczający go ludzie.