Źle dzisiaj spałam. Pół nocy prowadziłam polemikę z sąsiadem, który zdenerwował mnie tak, jak nie zdenerwowałam się już dawno. Pomijam oczywiście nerwy fundowane przez byłego męża, ponieważ to już jest standard, do którego chyba powinnam przywyknąć. Może ja faktycznie nie nadaję się do życia w grupie, jestem chyba zbyt wrażliwa. Karolina mi powiedziała, że niepotrzebnie biorę wszystko do siebie, nastawiam się na „nie” i że stąd wynikają moje nerwy. Ona mówi, że po niej takie rzeczy by spłynęły. A ja co? Ja, tradycyjnie, czuję się winna. Kolejny raz ukłony w stronę kochanej mamusi. Pewnie, że można znaleźć kompromis, tylko dlaczego on nawet nie spróbował ze mną porozmawiać? Zrobił co było dla niego wygodne, nie patrząc zupełnie na mnie i jeszcze wyzywa mnie od egoistek.
Wydaje mi się, że jestem nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. Pewnych zachowań nie rozumiem, nie umiem sobie wytłumaczyć. Większość otaczających mnie osób jest uczciwa (w to głęboko wierzę), ale gdy spotykam się z takimi sytuacjami jak ta, zaistniała ostatnio, to po prostu sobie z tym nie radzę.
-
Przez sąsiada
18 czerwca 2009 / Arty