Zbigniew był przekonany co do swoich racji, choć miał problem z klarownym ich uargumentowaniem. Co więcej, większość z zebranych również zgadzała się z jego tezami, ale nie mieli koncepcji, jak to logicznie udokumentować. Nie można napisać raportu w formie jednego zdania, o takiej mniej więcej treści: „zdecydowaliśmy tak, bo tak”. To brzmiałoby niepoważnie, poza tym prawdopodobnie tylko rozsierdziłoby szefa. Dlatego jedynym rozsądnym wyjściem z tej patowej sytuacji było przełożenie spotkania na późniejszy termin. Wszyscy dali sobie całe siedem dni na rozważenie zagadnienie po raz kolejny i podjęcie następnej próby sformalizowania racjonalnych argumentów.
Zbigniew znany był z doskonałej intuicji, jednakże w tym konkretnym przypadku wymagana była większa precyzja. Początkowo poczuli głębokie zniechęcenie, jednak na koniec spotkania wstąpił w nich duch optymizmu. Pewność siebie Zbigniewa była zaraźliwa i zmieniała podejście do życia nawet największych niedowiarków. Przy nim sprawdzało się powiedzenie „będzie dobrze”.
-
Trochę o Zbigniewie
26 maja 2009 / Arty